Get Adobe Flash player
baner-kanada-3
sg
baner-arcana

Szanowni Drodzy Państwo…


przyszło mi do głowy , aby podzielić się z Państwem opiniami , jakie docierają do mnie na temat mojej ostatniej płyty.
Dziękuję wszystkim , którzy zechcieli przysłać do mnie uwagi, podziękowania, analizy… Słowem - sygnały, że ta płyta nie jest Państwu obojętna.


Wielkie dzięki ! Uśmiech
Jestem uradowany, wzruszony wszystkimi głosami , jakie do mnie docierają .
One dodają wiary , że ten „mozół” - radości i smutki, gniewy, zabawy, ucieczki i wycieczki moje, próby zatrzymania tego co „ niezatrzymywalne” itp.itp i w Państwa - dniach i nocach, że to wszystko gra! I odgrywa potrzebną, pożyteczna rolę. Wypełnia czas lepiej i piękniej ? - Pocieszając, godząc, budząc uśmiechy… I gdyby tak, i jeśli tak ? To fantastyczne ! Radość z tego i mocna zachęta, by zbierać się do następnej płyty ?...
Dziękuję serdecznie  Uśmiech LD 2011

Piękne dzięki Panie Januszu !

-autor wiadomej piosenki

 

DO LESZKA DŁUGOSZA…

 

Jesień już mnie kołysze, liście wirujące,

Jak walczyk, do którego kaliny poproszę.

Jeszcze tylko piosenkę ; w parku, czy na łące,

Chciałbym sobie ponucić wraz z Leszkiem Długoszem.

 

Panie Leszku Długoszu, drogi Panie Leszku,

Kalina czerwienieje, czernią się jeżyny…

Wiewiórka poszukuje w leszczynie orzeszków…

Któż z tego piękny walczyk? Tylko Pan, jedyny!

 

Pan o wszystkim co piękne, co dobre, co święte!

Kołysze nas Pan, koi, otula, rozmarza…

Ma Pan jeszcze w swym głosie tymianek i miętę?

To dobrze, bo świat schamiał, spoganiał i zszarzał.

 

Ja niczego od Pana… Gdzieżbym się ośmielił!

Chciałbym tylko troszeczkę… by zechciał Pan, może…

Tak o krzyżu wyniosłym, w jaśminowej bieli,

Jak drogowskaz, gdy wszędzie, jak okiem – bezdroże!

 

Jeszcze prosiłbym o mchu; tym, co w sobie kryje,

Miękkość lasu i echo, i śniące stonogi…

By Pan ludziom, że chrząszcze, pająki i wije,

Stokroć lepsze od ludzi; Panie Leszku drogi!

 

I jeszcze o żurawiach, bo w nich – tajemnica…

W ich klangorze jest echo… Same są tym echem!

Między nimi ta tylko, ta mała różnica,

Jak między Janem – Januszem, Leszkiem i Lechem.

 

Proszę o więcej pieśni! Bardzo Pana proszę!

Już mi nawet są zbędne – gramofon, odtwarzacz…

Rozglądam się w jesieni, za Leszkiem Długoszem…

Póki jest, nie do końca jeszcze świat poszarzał…

 

Toruń, 16.10.2011

Przyjaciele z Redakcji Arkanów, skopiowali, przysłali do mnie opinię, jaką pośród komentarzy dotyczących piosenki „ Berlin 1913” , na „Y. Toubie” znaleźli.

Cytuję oryginał : „ O kurwa jakie piękne, ja to pierdole. Kwintesencja wszelkich doznań. ( Leedke)

Wielce Szanowny Panie Leszku...!

No więc MAM tę nową płytę. A nie było łatwo. Ale od początku...
W Chorzowie sklepów przeróżnych zatrzęsienie, ale dobrego sklepu muzycznego nie ma. Za to mamy w Katowicach dwa "Empiki". Katowice - sąsiednie miasto, więc problemu nie ma... W powyborczy poniedziałek ruszam więc do jednego z nich. Szukam półki z literą "D". Tylko płyty zespołu "Dżem". Sprawdzam w sklepowej wyszukiwarce komputerowej: JEST. "Leszek Długosz 2011" Cena 39,99. Pytam w "informacji": młodzian marszczy się... stuka w klawiaturę... i wyrokuje "nima"! "Ale w waszym systemie JEST" - nie poddaję się. "Tak???" - znów zmarszczenie i seria stuknięć w klawiaturę... "Aaaa, jest! Ale jeszcze nie wydana na sklep". "To kiedy mam przyjść?" "No - najlepiej będzie w środę". Ale poszedłem jeszcze do drugiego katowickiego "Empiku". To samo. Płyty przyszły, ale nie ma komu "wyłożyć na sklep". Faktycznie: pani pokazała piętrzące się kontenery z dostawą... "nie ma komu towaru powykładać na półki... Nie ma ludzi proszę pana... ". A ile płyt Leszka Długosza?" "No, przyszło sześć płyt". Zaglądam w środę do obu "Empików": płyty nadal w kontenerach.  Zaczyna mnie to powoli "wnerwiać": "to kiedy w koncu mam przyjść?" "niech pan przyjdzie w piątek..." Wczoraj identyczna sytuacja: kontenery nie ruszone, płyt nie ma na sklepie. "Kiedy zajrzeć?" "Jutro!" Jutro czyli w sobotę.  Ruszam dziś rano do Katowic w bojowym nastroju. Nie ma! Dwie młodziutkie pracownice bezradnie rozkładają ręce: "jesteśmy tu same, widzi pan co się dzieje...". Wychodzę zebrać myśli. Nieopodal przystanek "Uni-Busu" do Krakowa. Autokar stoi - odjazd za 4 minuty. Błyskawiczna decyzja. Za godzinę wysiadam na Alei Mickiewicza niedaleko miejsca gdzie mieszkali przemili Państwo F. i za moment Karmelicką zmierzam w kierunku Rynku. Po drodze kościół Karmelitów, w którym fotografowałem ślub Przyjaciół. Zimno.... Rynek. Chwila refleksji i wspomnień... Wspominam dawne pobyty w tym magicznym miejscu... Potrzebuję gorącej kawy. Skręcam w Bracką, i za chwile w Gołębią. Szukam kawiarenki o której czytałem na Pańskiej stronie internetowej. Jest! Przed wejsciem niebieska skrzynka... Kawiarenka - kwintesencja Krakowa. Młody barman serwuje aromatyczny napój... Torcik? Tak, oczywiście...  A zagląda tu czasem Pan LMD? Taaak... no ...teraz to rzadziej... 
Przyjrzałem sie trochę pozostałym klientom. Przewaga młodzieży. Gdy kawa zaczęła działać - ruszyłem na Rynek do "Empiku". Płyty? To w podziemu, prosze pana... Schodzę. Litera "D"... JEEEEST!!! Sporo. Warto było przyjechać!! Przy kasie:...Coś jeszcze dla pana? Mamy w promocji... 
Nie, dziękuję... Tylko TO!! Wychodzę. Idę w kierunku kościoła Dominikanów, który darzę jakąś szczególną atencją. Półmrok kościoła.  Znów chwila głębszej refleksji. Potem wracam na dworzec autobusowy. O 18-tej jestem w Katowicach. Za chwilę jestem w autobusie do domu. Gorąca kawa. Zdejmuje folie z "ekologicznej okladki" plyty CD... i wkladam do odtwarzacza. Przez moment wraca wspomnienie gdy kupilem tę pierwszą,  winylową płytę.....
Panie Leszku... No piękna ta płyta!!! Gratuluję! I dziękuję...
Z wyrazami szacunku … (C.W.K

Najpierw duszkiem, zachłannie. Potem smakując, a po raz trzeci - kontemplując.
I urok, i niegdysiejszy charme, i moderna aranżacja. Saksofon szyje misternym kontrapunktem, perkusja wtóruje na miotełkach. Miód, słodycz dla ucha, dla serca. Plackiem przed Tobą, Mistrzu!

PŁYTA. Wiele znanych "perełek" w nowej, jakże ujmującej aranżacji.... Tak jak było obiecane - nie został uroniony ani jeden dzwięk, ani jeden ton... a jednak inaczej. Ze słuchawkami na uszach chłonę każdy dzwięk. Dobrze, ze pozostało TO brzmienie fortepianu. Wspaniale, że jest i poszerzone instrumentarium. Najmilsze zaskoczenie? "Niepotrzebna droga". Przepiękna ballada! Pański głos "skontrastowany" z vocalem Kaji Karaplios - a do tego saksofon! Największe zdziwienie? Trochę brakuje mi w "Jurgowskiej karczmie"... tego akordeonu skocznego z "Dnia w kolorze śliwkowym", który tak skocznie i perliście podkrśliłby słowa "tylko walczyk czarci będzie łkał... ". Ale to moja bardzo subiektywna uwaga... Ogolnie: płyta jakich mało sie dziś ukazuje. Przenosi całe bogactwo przekazu literackiego, tekstowego, skojarzonego z wysublimowaną muzyką. Myslę, że ta płyta wypełnia w ofercie muzycznej istotną lukę estetyczną. To nie muzyka... to nagrane nastroje, nagrane zamyślenia do rozsmakowywania się  - i raczej do słuchania w pojedynkę w przy lampce czerwonego wina... Akustyczny, pastelowy witraż... 

Panie Leszku! Ma Pan niezwykły dar tworzenia muzyki - powiem to upraszczajac - "pod nastroj tekstu". I piękne również jest to, że to nie tylko Pańskie teksty. (Koronnym przykładem jest tu Kochanowski: "W Czarnolesie" to dla mnie arcydzieło... warto by ta płyta była wznawiana, boć to przecież rzecz wyjątkowa w historii polskiej fonografii... ale juz o tym kiedys Panu napisałem...).

Myślę, że będzie nie tylko JEDNA płyta. Ma Pan grono wiernych, stałych słuchaczy, a co najważniejsze ma Pan nam coś do powiedzenia. No wiec? Mówca jest... Słuchacze są... Oby tylko zdrowie dopisało..!! 

* * *
Istotnie, mamy kolejną jesień... z całym dobrodziejstwem inwentarza: złotość liści, pędzące po niebie chmurzyska, nagłe ataki chłodu i poranne skrobanie szyb samochodowych... szarugi i mżawki... jesienny koktajl.

Czasem przydarzy się gorszy nastrój, a wtedy potęguje się jakoś ta niepojęta obmierzłość tego świata. Cóż wtedy....? Niełatwo powiedzieć, nie ma tu ani łatwych, ani "sprawdzonych dla wszystkich" recept. Ja życze Panu, by takich chwil - o ile w ogóle być muszą - było jak najmniej. 
Jeszcze zaszumią wiosenne wody. I wbrew wszystkiemu - z każdym dniem do tego bliżej. 

A ja teraz - gdy bedę miał parę wolnych chwil spróbuję zmontować swój amatorski "viedeo-klip" do ocalałej wersji utworu "Muzyka tamtych dni". Pozbierałem materiał wizyjny i sprobuję coś "skręcić" na potrzeby "YouTube". Nie wiem jak to wszystko wyjdzie. Oczywiście - zastosuję się do Pańskiego zdania w tej sprawie - bo skoro TA piosenka ma znaleźć się na tej przygotowywanej płycie - to czy nie popsuje tym samym Panu planów repertuarowych? Zresztą - gdy material ten bedzie gotowy, to tak czy inaczej prześle to Panu do akceptacji - zanim cokolwiek opublikuje. 

Pozdrawiam serdecznie – C ,W. K.