Get Adobe Flash player
baner-kanada-3
sg
baner-arcana

W SPACE GALLERY , WIECZOREM 29.06 2012-07-05

foto.Andrzej Szełęga

DSC_4357Nie mógł się lepiej zacząć doroczny Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie. We wspaniałym artystycznym salonie miasta, któremu zbiorów mogłoby pozazdrościć niejedno Muzeum , w Space Gallery Leszek Długosz wystąpił w wieczorze autorskim „ W zaroślach pamięci”.

Gospodyni salonu, Barbara Zambrzycka-Śliwa dokonała na tę okazję rzeczy niebywałej – ściągnęła od prywatnych kolekcjonerów obrazy artystów polskich i żydowskich. Publiczność , niemały tłumek zebrany w niewielkich salkach galerii miała rzadką okazję obejrzeć dzieła – znakomitego ucznia Matejki , Maurycego Gottlieba ( Portret mężczyzny),

Romana Kramsztyka ( „Portret”), Mojżesza Kislinga ( „Krajobraz”), Artura Nacht-Samborskiego („Portret dziewczynki”) ćezanne’owskie z ducha obrazy z kręgu Ecole de Paris, obraz Tamary Łempickiej, wyraziste obrazki Zofii Stryjeńskiej .I wiele , wiele innych – w tym ogromne płótno Tadeusza Makowskiego, namalowane w stylu Boecklina , o który nikt by nie posądzał malarza kubistycznego „Szewca” . Pod wieloma z tych płócien , miejsce śmierci autora , powtarzało się dramatycznie jedno : getto warszawskie. W tym sensie wystawa była swoistym - In memoriam pomordowanych.

 

W zaroślach pamięci – nic chyba lepiej niż ten tytuł nie oddałoby natury polsko-żydowskich związków w sztuce – splątanych, pozrastanych, nierozerwalnych . Nie dukt, nie trakt, nie droga, którą chadzają polityczne ideologie, ale właśnie zarośla, coś skłębionego, niełatwego. Na glebie pamięci jednostkowej i zbiorowej , jakiej znakiem jest kultura. Leszek Długosz, urodzony w lubelskim Zaklikowie, ukształtowany artystycznie w Krakowie nie tylko świetnie czuje kulturowe znaki pamięci, ale i z własnej, jednostkowej umie wydobyć jasne , ciepłe światło wspomnienia.

I nie bylibyśmy w Krakowie, gdyby ten wieczór nie rozpoczął się od Wyspiańskiego i postaci z jego „Wesela”. Racheli czyli Józefy ( Pepy) Singer, córki bronowickiego karczmarza i muzy poetyczności. Trafem losu do rąk Długosza trafił kieliszek, będący niegdyś własnością Racheli-Pepy i stąd wiersz „Kieliszek Racheli”. A zarazem wskazanie źródła ( Wyspiański), gdzie w czasach nowoczesnych ,od modernizmu - zaczęły się rodzić i owocować polsko-żydowskie związki.

DSC_4363

Atmosfera wieczoru była urzekająca – niosła w sobie dalekie echo bronowickiej „chaty rozśpiewanej”, a też świetnych kabaretów i „dansingów” II Rzeczypospolitej. Długosz , występujący wiele lat w Piwnicy pod Baranami ( która to tak bezwzględnie usunęła go ze swojej historii) odziedziczył z tych lat łatwość dialogu z publicznością. Odziedziczył, czy ma ją sam z siebie, w sposób naturalny stwarza przyjazną , rodzinną więź z audytorium. Przeprowadził nas , może należałoby powiedzieć przepłynął , przez poezję dwu wielkich poetów polskich – Leśmiana i Tuwima . Największego cudo – i słowotwórcę poezji polskiej, żydowskiego rejenta z Hrubieszowa, Bolesława Leśmiana zaprezentował dwiema piosenkami do jego tekstów : „Mrok na schodach” ( muz. Konieczny )i „Com uczynił”, a także własnym wierszem „Leśmian do nieba wstępujący”. Tuwima „Tomaszowem” ( również z muz. Z. Koniecznego )i niezapomnianym „Berlinem 1913”, z własną muzyką, przepełnioną jakąś krystaliczną nostalgią. Między piosenkami i wierszami snuła się opowieść o spotkaniach z ludźmi – w Nowym Jorku i Tel Awiwie, spotkaniach co się nawiązały przez poezję właśnie, rozwijały się krakowskie, zaklikowskie i kazimierskie wspomnienia. Żydom z rodzinnego miasteczka, którzy wyginęli prawie wszyscy w obozach zagłady poświęcił poeta wiersz „Historia Żydów z miasteczka Z.”, Kazimierzowi Dolnemu i jego niegdysiejszym mieszkańcom przejmujące wersety „Żydy kazimierskie”. Wiersz jest długi, ale fragmenty warto tu zacytować jako świadectwo losu zaginionych bezpowrotnie ludzi i zarazem czułego moralnego słuchu poety:

 

Zobaczyć ich s p r z e d /.../

Ujrzeć hałastrę  handlującą

-pod Celejowską?

Albo na Lubelskiej?

-Co za powaga w chałatach i surdutach czarnych

w białych pończochach kroczy?/.../

Zobaczyć Ich – wczesnowieczornych

W migocie hanukowych świeczek

Noski i pukle za szybami

Josków Chaj małych Icków

Na progach domów piersiaste mamełe

Huśtające dziecka i żelazka /..../

Bo potem nie –

Zasłonić oczy uszy

Głosy z powrotem tam odrzucić

Bo potem nie

- Krzyk

strzały psy

-Krzyk strzały szyn kół stukot

Ach niedaleko tak to Lublin

Bełżec

Treblinka /.../

 

Wieczór zakończyły dwa przedwojenne szlagiery, w niezwykłym wykonaniu Tadeusza Faliszewskiego „Rebeka” i Hanki Ordonówny „Stara piosenka”. W ten pierwszy, zbiorowym śpiewem , na znak Leszka Długosza włączyła się widownia. Starsi pewnie z łezką wspominali „Tę swoją młodość” i młodość II Rzeczypospolitej. W czasach Wojewódzkiego i Figurskiego nieliczni są dziś twórcy o tak wielkiej kulturze przekazu, niemałej wiedzy literackiej jak Leszek Długosz. W zalewającym nas potoku chamstwa, obniżenia standardów artystycznych jaśnieje jak samotna latarnia. Czyżby dlatego ,za tę swoja „odrębną jakość” jego program został ostatnio zawieszony przez Polskie Radio Kraków ?

 

Elżbieta Morawiec

( W Krakowie na Św. Marka 7, o siódmej )

BY NIE PRZSTAĆ CZEKAĆ


Wacław Krupiński: KULTURAŁKI ( Dziennik Polski 14.04.2012 )

Sens tych dwóch wersów z wywieszonej na ścianie piosenki "Wiosenne wody" dotarł do mnie tego wieczoru szczególnie -"Życie się kończy, gdy się przestaje już w życiu czekać"...

A przecież Leszek Długosz stworzył ją jakże dawno. Tyle że ja, podszyty buńczucznie młodością, na upływ czasu, motyw obecny w Leszka tekstach od zawsze, jeszcze nie zwracałem tak uwagi. Ot, życia ciągi dalsze były na tyle oczywiste, by o nich nie myśleć.

Właśnie "Wiosenne wody", i wiosna, były leitmotivem drugiego już autorskiego spotkania z Leszkiem Długoszem w krakowskiej Space Gallery. "Przy św. Marka 7 o siódmej" spotkali się przyjaciele, znajomi, fani artysty, który w towarzystwie wybornego akordeonisty Wiesława Dziedzińskiego przypomniał piosenki dawne i nowsze, a także całkowicie premierową o Ojcowie. Przy okazji poopowiadał o sobie, powspominał. Ujawnił też fragmenty książki "Pod Baranami ten szczęsny czas", w której ujął okres,
kiedy był jednym z filarów słynnego kabaretu Piotra S. Ciekaw jestem tej książki ogromnie; jaka jest, może dowiemy się jeszcze przed wakacjami - wszystko w rękach wydawnictwa Biblioteka Konesera Fabri.

Właśnie z tego fragmentu książki dowiedziałem się, że ową myśl o czekaniu z piosenki podsunęła Leszkowi przed laty Edyta Gałuszkowa- -Sicińska, wiedenka rodem, która osiadłszy w Krakowie, tak opanowała język polski, że swobodnie tłumaczyła np. Tomasza Manna. Piękna, inteligentna, czarująca, atrakcyjna towarzysko była m.in. zaprzyjaźniona z Witkacym, a on nie omieszkał stworzyć jej portretów. Jeden z nich - w czasach, gdy zbliżyła się do piwniczan - podarowała Leszkowi Długoszowi, zatem
podziwialiśmy ową urodę tego wieczoru.

Oczywiście, dzieła mniej i bardziej sławne otaczały nas zewsząd, wszak Space Gallery to salon sztuki dawnej i współczesnej, więc w kolejnych salach można oglądać twórców tej klasy, co np. Julian Fałat, Tamara Łempicka, Artur Nacht-Samborski... A teraz, w 20 lat od powstania galerii, jej twórczyni, rzeźbiarka Barbara Zambrzycka-Śliwa, otworzyła się na słowo i muzykę Leszka Długosza. Bo też nie kryje trwającej od lat fascynacji tym artystą. Zatem pewnie i kolejne wieczory przed nami. Oby! Niech
przywołują aurę niegdysiejszych salonów, które przegrały wskutek jałtańskich wyroków historii. Gdzież pełniej może wybrzmiewać poezja i muzyka, jak nie w entoura- ge'u obrazów, rzeźb, grafiki, starych mebli.

Nie ukrywam; mam słabość do Długoszowych piosenek, do jego charakterystycznego sposobu podawania wierszy, które wplata w recitale, czy właśnie takie na poły prywatne, kameralne spotkania. I niezmiennie będę powtarzał, że płyta, którą zafundował sobie na 70. urodziny - "Leszek Długosz 2011" - to najlepszy krążek tego artysty. "Jaka szkoda", że tak skąpo czerpią z niego rozmaici mądrale z anten radiowych; cóż, oni gust i smak mają na miarę zachwytu p. Anią Dąbrowską, że sięgnę po przykład,
pierwszy gorszy. Piękny walczyk "Jaka szkoda" popłynął tego wieczoru, jak i inne, czarownie grane przez Wiesława Dziedziń- skiego. Podobnie jak, nagrane na wspomnianej płycie - "Pod Baranami też już dzisiaj inny czas" oraz niepozbawiona humoru "Ironia", z powtarzającą się frazą, jak to "wyprawa pięknie pomyślana w Himalaje, wycieczką kończy się w Beskidy Niskie". Co Anka Krysiak, która przyjechała z Kanady, skomentowała prosto i trafnie: "To jest całe nasze życie". Wszak słuchaliśmy go w
czasach studenckich... I na szczęście możemy nadal. Może dlatego mniej boli upływ czasu. A i czekać jest na co. Np. na nowe piosenki Leszka, sąsiada z tej kolumny.