Get Adobe Flash player
baner-kanada-3
sg
baner-arcana

( W Krakowie na Św. Marka 7, o siódmej )

BY NIE PRZSTAĆ CZEKAĆ


Wacław Krupiński: KULTURAŁKI ( Dziennik Polski 14.04.2012 )

Sens tych dwóch wersów z wywieszonej na ścianie piosenki "Wiosenne wody" dotarł do mnie tego wieczoru szczególnie -"Życie się kończy, gdy się przestaje już w życiu czekać"...

A przecież Leszek Długosz stworzył ją jakże dawno. Tyle że ja, podszyty buńczucznie młodością, na upływ czasu, motyw obecny w Leszka tekstach od zawsze, jeszcze nie zwracałem tak uwagi. Ot, życia ciągi dalsze były na tyle oczywiste, by o nich nie myśleć.

Właśnie "Wiosenne wody", i wiosna, były leitmotivem drugiego już autorskiego spotkania z Leszkiem Długoszem w krakowskiej Space Gallery. "Przy św. Marka 7 o siódmej" spotkali się przyjaciele, znajomi, fani artysty, który w towarzystwie wybornego akordeonisty Wiesława Dziedzińskiego przypomniał piosenki dawne i nowsze, a także całkowicie premierową o Ojcowie. Przy okazji poopowiadał o sobie, powspominał. Ujawnił też fragmenty książki "Pod Baranami ten szczęsny czas", w której ujął okres,
kiedy był jednym z filarów słynnego kabaretu Piotra S. Ciekaw jestem tej książki ogromnie; jaka jest, może dowiemy się jeszcze przed wakacjami - wszystko w rękach wydawnictwa Biblioteka Konesera Fabri.

Właśnie z tego fragmentu książki dowiedziałem się, że ową myśl o czekaniu z piosenki podsunęła Leszkowi przed laty Edyta Gałuszkowa- -Sicińska, wiedenka rodem, która osiadłszy w Krakowie, tak opanowała język polski, że swobodnie tłumaczyła np. Tomasza Manna. Piękna, inteligentna, czarująca, atrakcyjna towarzysko była m.in. zaprzyjaźniona z Witkacym, a on nie omieszkał stworzyć jej portretów. Jeden z nich - w czasach, gdy zbliżyła się do piwniczan - podarowała Leszkowi Długoszowi, zatem
podziwialiśmy ową urodę tego wieczoru.

Oczywiście, dzieła mniej i bardziej sławne otaczały nas zewsząd, wszak Space Gallery to salon sztuki dawnej i współczesnej, więc w kolejnych salach można oglądać twórców tej klasy, co np. Julian Fałat, Tamara Łempicka, Artur Nacht-Samborski... A teraz, w 20 lat od powstania galerii, jej twórczyni, rzeźbiarka Barbara Zambrzycka-Śliwa, otworzyła się na słowo i muzykę Leszka Długosza. Bo też nie kryje trwającej od lat fascynacji tym artystą. Zatem pewnie i kolejne wieczory przed nami. Oby! Niech
przywołują aurę niegdysiejszych salonów, które przegrały wskutek jałtańskich wyroków historii. Gdzież pełniej może wybrzmiewać poezja i muzyka, jak nie w entoura- ge'u obrazów, rzeźb, grafiki, starych mebli.

Nie ukrywam; mam słabość do Długoszowych piosenek, do jego charakterystycznego sposobu podawania wierszy, które wplata w recitale, czy właśnie takie na poły prywatne, kameralne spotkania. I niezmiennie będę powtarzał, że płyta, którą zafundował sobie na 70. urodziny - "Leszek Długosz 2011" - to najlepszy krążek tego artysty. "Jaka szkoda", że tak skąpo czerpią z niego rozmaici mądrale z anten radiowych; cóż, oni gust i smak mają na miarę zachwytu p. Anią Dąbrowską, że sięgnę po przykład,
pierwszy gorszy. Piękny walczyk "Jaka szkoda" popłynął tego wieczoru, jak i inne, czarownie grane przez Wiesława Dziedziń- skiego. Podobnie jak, nagrane na wspomnianej płycie - "Pod Baranami też już dzisiaj inny czas" oraz niepozbawiona humoru "Ironia", z powtarzającą się frazą, jak to "wyprawa pięknie pomyślana w Himalaje, wycieczką kończy się w Beskidy Niskie". Co Anka Krysiak, która przyjechała z Kanady, skomentowała prosto i trafnie: "To jest całe nasze życie". Wszak słuchaliśmy go w
czasach studenckich... I na szczęście możemy nadal. Może dlatego mniej boli upływ czasu. A i czekać jest na co. Np. na nowe piosenki Leszka, sąsiada z tej kolumny.