Get Adobe Flash player
baner-kanada-3
sg
baner-arcana

Pod tym szyldem znajdziecie Państwo

wybrane felietony w krakowskim " Dzienniku Polskim ''

na tzw. Stronie Drugiej, lub w Kulturze , publikowane co tydzień w piątki, lub w soboty.

W ubiegłym tygodniu los dwukrotnie mnie uraczył tzw. pokarmem duchowym. Ten pierwszy to, po latach, wizyta Narodowym Teatrze Starym. Akurat na spektaklu świeżutko popremierowym , na Akropolis . Zwykle ta pozycja przypisywana jest Wyspiańskiemu. Gdyby tego nie obwieszczał afisz (i prelegent przed spektaklem!) nie wiem jaki procent, zakładam nawet wykształconej widowni , pokojarzył by tak ? Dawno nie zaznałem w teatrze podobnego bełkotu intelektualno - estetycznego. Tego rodzaju dezynwoltury w traktowaniu czyjejś własności . ( Wyspiańskiego ) I po to, aby uzyskać tego rodzaju własny efekt ? Nieczytelny, mętny. Wysilone, pretensjonalne powyginane (ku współczesnym odniesieniom ) „ gry napięć”, wyszukanych, a pozornych relacji ? Męka! Miałem wrażenie także i aktorów. Bo ileż w tej konstrukcji multimedialnej, pozostawiono aktorowi ? Co tam z niego zostaje ? Jakieś elementy cielesności, fragmenty ( i to bardziej na ekranie ) emocjonalności ? Gdzież, tak zdegradowany, ma szanse , w jakimś dynamicznym procesie, bezpośrednio okazać swój zamysł, możliwość ? Jakąś sztukę aktorską ? Po co marnować przestrzeń teatralną na hybrydę gatunkową, która mogłaby się dokonać, w pierwszym lepszym kinie ? W jakiejś tam sali ? Wstawcie tylko tę aparaturę ,a wyjdzie, pokaże się to samo ? Zaproszony , więc zobligowany , wobec błagalnych spojrzeń, dotrwałem do końca. Coż, zapomnijmy. Celowo pomijam nazwisko reżysera.Po co kojarzyć ponoć „ Młodego” z moimi „ zgryźliwymi opiniami”. Może z czasem lepiej, odpowiedzialnie zastanowi się nad własną rolą ? Nad owocami swego ambitnego trudu ? Bo jak na razie ,apel odczytany przed rozpoczęciem spektaklu- o kulturalne zachowanie się ( by nie przeszkadzać w odbiorze głębi dzieła) traktować trzeba by jako numer raczej z kabaretu.

Aliści ten sam los następnego dnia -usadowiwszy mnie w Filharmonii Krakowskiej- pozwolił mi zatrzeć niesmak wieczoru teatralnego. Na tej sali okazał hojność wyjątkową. Chwyćmy zatem instrumenta pochwały i wdzięczności. Formalnie był to koncert w ramach obchodów 80 lecia urodzin Krzysztofa Pendereckiego. Wieczór otworzył zatem krótki jego utwór zatytułowany ( też lekko ) Adagietto. Jak zorientowałem się z programu , to zebrane i zorganizowane w tę właśnie formę, fragmenty instrumentalne z jego opery Raj Utracony. Ewidentne , instrumentacyjne, klimatyczne odniesienia mahlerowskie, doskonale usposobiły na początek . Rewelacja w drugiej części programu . Urodzony w Moskwie , obecnie Izraelczyk, młody pianista Boris Giltburg okazał się jak już uformowanym artystą. Wygrywa ostatnio wszelkie konkursy ( całkiem naj – ostatnio, prestiżowy , im. Królowej Elżbiety Belgijskiej ) poniósł Widownię w rejony arcydzieła mozartowskiego. W rozkosze jego koncertu fortepianowego. ( c-moll HV491) . Ma chłopak, kolokwialnie mówiąc, wszystko. Biegłość, emocjonalność, dyscyplinę, odporność . I jeszcze ten zawsze cenny i na estradzie, dar - urok... Z takim wyposażeniem, świat zdobywać ! Na krakowskim podwórku, łatwy to był podbój !

Oczekiwaną kulminację stanowiła II symfonia Ant. Brucknera i popis prowadzącego cały koncert, Stanisława Skrowaczewskieg. 90 lat. Czuliśmy na widowni , że jest to wieczór historyczny. Maestria, naturalność. Skromność, nawet chce się powiedzieć. Niepojęta, imponująca witalność Tego, który stanowi najlepszą jakość muzyki II polowy XX wieku. Dyrygent ( też i kompozytor ) prowadzący renomowane zespoły światowe, gwarancja najwyższej jakości. - Prestiż , szacunek, dodam wprost, miłość publiczności świata. Więc co dopiero tu? Na swoim poniekąd ( po opuszczeniu rodzinnego Lwowa ) krakowskim podwórku? - Stojąca z respektem Widownia , wzruszenia, mowy, kwiaty, wiwaty, po koncercie... Sami sobie Państwo ten obraz Filharmonii wyobraźcie . Resztę dośpiewajcie. Czyli ,oto właściwe przeznaczenie „miejsca kultury”.

Cisnie się mi na koniec i to spostrzeżenie. - I ów młody pianista i ów stary dyrygent, przeniknięci Muzyką ( trudem , przywilejem raczej, takiego przed światem jej wyrażania ) na oczach „ śmiertelników na widowni ”, jeszcze jakby młodnieli, pięknieli ? - Wybrańcy, dotknięci łaską , przywilejem jej stwarzania ... 

To oczywistość – jak dobrze mieć (dobrego) sąsiada! A jeszcze gdy tak wyjątkowy! Myślę o najbliższym mi kościele oo. Franciszkanów, z którego wyniosłem już tyle pożytków. Nie wspominam nawet o funkcji sakralnej, bo to pierwsze i oczywiste, ale i o tych dodatkowych, wynikających z jego roli jako obiektu kulturowego. Wybrałem się tam 2 lutego, czyli w dniu kończącym w polskiej tradycji czas kolędowania.

Od lat chodzę na ten kończący sezon lutowy koncert. Gorliwy entuzjasta kolęd funduję sobie ucztę. A zaczęło się? Nowicjusz na krakowskim gruncie, w domu Na Groblach, gdzie mieszkał Piotr Skrzynecki, czyli w domu Janiny Garyc­kiej (a właściwie jej niezapomnianej dobroci i uroku Ciotek) zapytałem: gdzie tu w Krakowie można posłuchać tak "po bożemu” śpiewanych kolęd? Usłysza­łem z miejsca – najlepiej u franciszkanów! Chór Cecyliań­ski, co niedzielę. Nie ma lepszej firmy! Tak dowiedziałem się o chórze i o tej tradycji. Opowieść więc moja ma już niemałą ciągłość. Tedy składajmy po kolei.

Chór, założony przez przebywającego pod Wawelem włoskiego franciszkanina ojca dr. Bernardino Rizzi, zasłużonego chórmistrza i kompozytora, działa od 1923 r. Franciszkanin ów dał zespołowi podwaliny i charakter. W początkowej fazie był to chór męsko-chłopięcy. Wypełniając oczywiste potrzeby sakralne, prowadził równocześnie działalność estradowo koncertową. Tak jest i dziś, z tym, że ostał się skład tylko dorosły. Podczas koncertu dowiedziałem sie, że właśnie w październiku ubiegłego roku zespół obchodził 90. rocznicę działalności. Piękna karta. Hmm... Mój staż słuchacza to też niemała już kartka.

Wyjątkowe szlachetne i pełne zdało mi się "tegoroczne brzmienie”. Wzbogacone atrakcyjną kolorystyką, głosami zaproszonych solistów. Pomiędzy innymi, chętnie śpiewającej z tym zespołem wybitnej sopranistki Elżbiety Towarnic­kiej. Każdy krakus meloman zna ten piękny gatunek głosu, kunszt wykonawczy. W "akustyce franciszkańskiej” pienia zaiste rozbrzmiewały anielskie. Dyrygował Tomasz Półtorak. No i wreszcie repertuar. Kolędy i pastorałki... Prócz powszechnie znanych, kompozycje ukazujące możliwości śpiewu zespołowego. Autorstwa między innymi wspomnianego Ojca Rizzi, Jana Maklakiewicza, Zygmunta Noskowskiego. Przypominano utwory dla życia muzycznego w naszym mieście postaci wielce zasłużonej, dyrygentki i kompozytorki – Ireny Pfeiffer. Siedziałem zauroczony, to powiedzieć mało, siedziałem rozrzewniony "kompletem doznań”. Trzeba widzieć, ten kościół franciszkański w "pożegnalnym migotaniu choinek”... W tajemniczym półmroku rozsnute po głębiach nawy płomyki gromnic. Przecież to wieczór Matki Boskiej Gromnicznej.

Pod powiekami obrazy przewijające się jeszcze ze scen domowych, i te z mojego tu poprzez dziesięciolecia zasiadania. Wreszcie jest i ten "bonus”! Arcyrzewna, arcyśpiewna, ta arcypolska kolęda Noskowskiego. Znana o tyle o ile, bo raczej trudniejsza do śpiewu domowego – "Witaj gwiazdko złota”. Utwór właściwie już koncertowy. Dla mnie czar, kwintesencja polskiej nuty. Kujawiak? Cały sezon czekam na tę przyjemność.

Dla której to jednej pieśni (śpiewanej jeszcze przez Towar­nic­ką) warto mi w ogóle iść na koncert. Tego się już nigdzie nie usłyszy? Ten typ kolędowania zanika? Żegnaj więc, Gwiazdko tegoroczna. A jak się po szerokim dzisiejszym świecie rozglądam, czy ty w ogóle już nie zanikasz? Wywołany jednak na bis, ów ponaddwustuletni polonez "Bóg się rodzi”, wykonany w pełnym animuszu zespoleniu – chór, wierni, soliści i organy grzmiące najpodnioślej, to wszystko zostawiło prognozę zgoła przeciwną.

W momencie kiedy to piszę, czterokrotnie pieścił nam uszy i serca Mazurek nasz narodowy. Na Olimpiadzie w Soczi grany. Nie igram z tzw. przeczuciami , ale czy go jeszcze stamtąd usłyszę ? Wiwaty i wszelakie dziękczynienie dla Tych , którzy nam tę radość , narodowe pokrzepienie takie sprawili ! Poza hołdem dla ich dzielności, waleczności ,talentu, Trójca ta nasza Złota, również i wdzięczność niech odbiera i za niezwykłą tę „społeczno narodową pedagogikę” . Zwłaszcza wobec młodzieży. Nic chyba bardziej nie działa tak edukująco , tak motywująco, jak tego rodzaju przykład ? - Przyszłym Ambitnym, Charakternym , przyszłym Zwycięskim, droga właśnie tak podpowiedziana ...Przykład , ukazany w zawodach , w walce, w blasku takiej międzynarodowej chwały? To ma swa siłę ! Ale dzieki i jeszcze za coś szczególnego. Za ich jakość . Za ich, tak po ludzku ujmując - ludzką klasę .

Tedy upajamy się Mazurkiem. Oko się łzawi, serca żwawiej biją. Wszystkim nam – spod tego samego polskiego znaku - w kraju, i rozproszonym po świecie , do siebie bliżej? Z sobą raźniej ? Bo taka jest siła sprawcza mazurka tego, granego zwłaszcza w takich okolicznościach. Tyle, że ... niedosyt jakby jakiś ? Czy on , jak na hymn , jak na tak uroczystą chwilę, nie za krotki ? Jakby i za lekki ? Jakoś się nam tak widzi? O, ledwo się zaczął, już się kończy ? Ledwo do końca masztu nadążają flagę dociągnąć , a już po muzyce ? Żadnego rozwinięcia, nasycenia ?.. Mało nam tego grania ! Żeby to się , jak u innych- rozwinęło, uroczystym zwieńczeniem zakończyło ? Nic takiego .Piękna karta nasz Mazurek, historia wspaniała, aleć niewielka to piosnka ? Skromniutko...Dwa razy by go grać, żeby się ciut nasycić? A nie łamie to przypadkiem procedury ? Hymn dwa razy powtarzany ? Cóż... nie inaczej zdecydowali pradziadowie, czyniąc wybór taki . Po odzyskaniu niepodleglści i to dopiero w 1927 roku decydując się na Mazurka Dąbrowskiego w funkcji hymnu . Sporo przyczyniło się i ówczesne Polskie Radio. Już wcześniej grając na rozpoczęcie i na zakończenie programu, właśnie tę melodię. Niełatwy wybór był... I dziś przyznaję . Sam ciekaw jestem jak i ja bym stawiał ? Pomiędzy Rotą, Boże coś Polskę, Pierwszą Brygada ? Miała to być wszak pieśń narodowa ... Pewnie bym się przy Brygadzie ustawił ? Jako śpiew zbiorowy, brzmi wspaniale, podniośle ... Ale przeciwnicy apoteozy Piłsudzkiego , pierwej by się posiekać dali, nim by się zgodzili ? Rota? Zbytnio anty germańskie ? Boże Coś Polskę ? Dla Innych Wiernych czy Niewiernych, nadto rzymsko katolickie ? Wyszło na mazurka ? Choć on , jak na wzniosłą potrzebę, rzeczywiście trochę lekki ? No i krotki. - Przy okazji , mam pewien pomysł ( aranżacyjny ) jak go „ dociążyć”. Nie naruszając integralności, jak możnaby go „przedłużyć”? Aleć, o tym, innym może razem. Dzis westchnę jeszcze tylko z dziękczynieniem. Dzięki Ci o Panie, że to nie w naszych czasach ( nie w dzisiejszym parlamencie ) nie spośród ewentualnych dzisiejszych propozycji, przyszło by nam hymn obierać.- Skóra cierpnie, na myśl samą.

Krajowy kalejdoskop wydarzeń ubiegłego tygodnia był tak skontrastowany , że doprawdy trudno spośród tej mieszanki wybrać jakiś motyw dominujący. Bo i potoczyło się od wzniosłości, od patosu , po skandaliczne odsłony podsłuchowe . Które to taśmy , wybory w Dolnośląskim oddziale PO , jak szumowinę życia politycznego na „powierzchnię medialną” wyniosły. Nie zabrakło , w pewnym sensie absurdeski, ze stolicy. I tę smakowitość wybieram dziś do felietonu jako motyw mój „ naczelny”. Nie mogę bowiem zbyt namolnie narzucać się z tonacją funeralno zaświatową. Zaduszkom poświęciłem przecież ubiegłotygodniowy tekst. Zaświaty zaś, jako takie , jeśli nie wprost, to „ podskórnie” występują prawie w każdym moim pisaniu. Tedy wychodzi na to, że jestem przy- nie schodzących z publicznej sceny w on czas ( co najmniej parę dni ) występach jednego nietrzeźwego gościa. Dawno podpity facet , jakiegokolwiek autoramentu ( poseł nie poseł ) nie zasłużył sobie na tyle uwagi w głównych tubach medialnych. A zwłaszcza w niektórych. Otóż, pechowiec ów w stanie upojenia miał się awanturować i znieważać przedstawicieli Policji. W stolicy, o piątej rano , na ulicy akurat Mazowieckiej , przed drzwiami modnego lokalu. Sprawa banalna, jak pewnie ileś tam codziennych „występów”. I pewnie psa z kulawą nogą to by nie obeszło , gdyby nie dotyczyło posła na Sejm. Ba, gdyby nie dotyczyło akurat tego posła . Reprezentującego tę, a nie inną frakcję polityczną. ( Czy chcę powiedzieć , że byłoby inaczej gdyby szło o reprezentanta np. PO, czy SLD? Sami sobie Państwo odpowiedzcie.) Ale ten ? Rzeczony poseł Wipler ?.. Immunitetem chroniony, odmawia okazania tegoż ! Zostawszy po raz piaty ojcem, jak się usprawiedliwia, wypiwszy raczej nadto( zapotrzebował nie tak wiele , ale wystarczające 1,41 promila ) miał pecha wmieszać się ,w szlachetnych zamiarach, w czyjąś tam opresję, w jakąś tam przepychankę u drzwi wspomnianego lokalu. To wersja Posła. Zgoła przeciwnie przedstawia incydent Władza. Poseł awanturował się, znieważał mundur , szarpał itp. Chce się dorzucić, jak to niejeden w takich wydarzeniach, zalany gość .

 Dobra, dobra, panie dzieju. Jak było? Nie wiem . Wersja przeciw wersji. Dramaturgia rośnie. Ewidentnie poturbowany poseł na ciele i obliczu , staje przed kamerą ( czyli przed Polską ) ze swoją relacją . Tymczasem Władza, oskarżona o naruszenie nietykalności ( trzeźwego czy podchmielonego) posła forsuje swoją balladę z Mazowieckiej. Ty zaś „ narodowa ławo przysięgłych” rozsądź !

Dowiadujemy się jednak , że istnieje monitoring z tego incydentu! Nie było by więc najprościej ukazać ową rzeczywistość? Każdy kto ma oczy i oleju trochę, oceni? Poszarpana i znieważona Policja odmawia tej odsłony. Rzuca do mediów zeznania świadków . Tu ewidentnie zaczyna się gruba nić. Kamuflaż owego świadka. – Kaptur, zniekształcony głos ? I język! Jak się na tym znam - język owego bezpośredniego obserwatora! Klnę się, że nikt poza branżą nie włada takim profesjonalnym żargonem. Otóż dowiadujemy się , że rozjuszony poseł( Szef Partii Republikańskiej ) dysponował tak nadludzką mocą, że ośmiu aż policjantów musiało go obezwładnić. I przygniatać ! ( O mocy i potęgo republikanów , chce się zawołać !) Agresywny był Wipler do tego stopnia że nawet policjantkę kopnął tak „ że aż jej wypadła radiostacja” !!! Patrzmy dalej. Szwadron policjantów nie był w stanie go okiełzać, zdecydowano się tedy na gaz pieprzowy. W tej sytuacji , dalej zeznaje świadek - funkcjonariusz , „dokonał oprysku posła”... Itd. Itp. No taka to apokalipsa rozgrywała się w Warszawie ,o świcie, na Mazowieckiej... O której wieści niezwłocznie poleciały w Polskę i co najmniej przez kilka dni były istotnym pokarmem narodu. Ale we mnie, konsumencie owej strawy , niebezpiecznie jeno drgała cienka struna grozy i chichotu. Ponieważ jednak zawsze przedkładam śmiech nad płacz, tedy kropkę już tu postawię. Tym bardziej, że nie tak dawno przecież , tu na tym samym miejscu składałem obietnicę, że zasadniczo to ja bym wolał w tych felietonach raczej o kulturze ?   

 

W ubiegłą sobotę, czyli w dniu konwencji Platformy Obywatelskiej i bodaj jakiegoś tam plenum (Biura Politycznego ?) Prawa i Sprawiedliwości , znalazłem się pod przymusem . „ Samo życie” posadziło mnie w pomieszczeniu , pośród zgromadzenia nie najbardziej upolitycznionego, przyznaję , ale i tak poniekąd zmuszony byłem gapić się w ekran telewizyjny. Ekran, z programem TVN ( ulubionym w owym pomieszczeniu ) transmitował obrady wiodących sił politycznych narodu. Naturalnie, prócz wystąpienia prezesa Kaczyńskiego, któremu poświęcono stosowną ilość minut , nie dało się ukryć dalszych preferencji- i pomieszczenia i telewizyjnej stacji. Czyli oczywistej przewagi uwagi dla obrad Platformy. Mogę to zrozumieć. Powszechnie czekano na prezentację nowych ministrów. Czyli , na mającą się objawić tegoż dnia „rekonstrukcję”. Na zapowiadane któreś tam Premiera expose. Aliści nastąpiło coś, co nieprawdopodobnie zmąciło , obniżyło rangę wydarzeń obradujących gremiów. Zachodzę w głowę - aż tak misternie zaplanowana koincydencja ? Tak samo wyszło ? Fuksem ? W dodatku bez udziału ministra Nowaka ? Ojca owego spektakularnego osiągnięcia ? Już pospieszam z objaśnianiem . Otóż -pomiędzy tak emocjonująco toczące się obrady , wdarł się wyczyn dech zapierający ! - Próba bicia szybkości na polskich torach! A tu przemówienie premiera Tuska ? Pomknęło cudo, nasze polskie Pendolino ! Historyczna chwila kazała mi sięgnąć po kartkę . Mam te zapiski ( dla Historii ) na piśmie , gdyby ktoś nie dowierzał. Kronikarz Długosz odezwał się widać w genach . Furda tam, na bok Pisowskie Plena ! Historia znalazła się na tych torach! Dokonywała się na naszych oczach równocześnie! Imaginuj sobie Śmiertelniku , przeżyj to jeszcze raz . Premier rozpoczyna przemówienie ,Pendolino próbuje bić rekord. W momencie końcowym expose, pociąg osiąga nieosiągalne 28o km/godz. Emocje sięgają zenitu. Zgromadzeni na Konwencji i na mej sali powstają z miejsc . Z chwilą milknięcia końcowych oklasków ( entuzjazm ,wiwaty itd. itp.) Pendolino jeszcze bardziej wzmaga ambicje...Jakby końcowym rzutem na taśmę , osiąga historyczne nad Wisłą 291 km!!! Patrzyłem, słuchałem olśniony ! Jak to szło ! Łeb w łeb, ramię w ramie, tor w tor ! Następnie , nas... jeszcze rozognionych, uniesionych itp. itp. zawiadamia prowadzący program p. Igor Sokołowski , że zwykli, my nadwiślańscy pasażerowie , będziemy mogli tak się przejechać... dopiero w grudniu 2014 roku. –Co się zaś tyczy jakichś konkretów owego „nowego otwarcia” ?... - Ktoś zagadnął w mym pomieszczeniu. - Na czym miałyby ono polegać ? Czego dotyczyć ? Ani na sali, ale i żaden z komentatorów na ekranie - tego samego i jeszcze w ciągu następnych dni, nikt tego nie umiał wskazać . Został efekt Pendolino ?

Szanowni Państwo, otóż i jestem ! Trochę przydługawo to lato nam szło, odchodziło. Aż poszło . Znów pochylam się nad karteczką do Państwa kierowaną. Jak obliczam siódmy już sezon okoliczności pozwalają nam spotykać się nam na tych łamach ( ostatnimi laty w sobotnim wydaniu ) na działce przez Łaskawą Redakcję wydzielanej. Nasuwa się myśl – siódmy rok? A więc kończy się cykl... siedmiu lat tłustych ? Czy przeciwnie - dobijamy kresu chudej siódemki ? Ciężko się zorientować. Tłusto czy chudo mi wychodzi, przyznać wszakże muszę , budować tu mogę w stylu indywidualnym , raczej swobodnym , dyrektywami odgórnymi niekrępowanym. No, parę razy wierzgnąć by się krewko chciało. Odpuśćmy. Budować tu mogę skromnie, fakt, tyle ile się da postawić ( papieru zaczernić ) za to tematy wybierając wedle woli mojej . Też przyznaję. Tedy znowu oto z jesienią AD 2013 jestem ! Mam nadzieję, powolutku zdołam przywołać i wyrównać, z czasu letniej nieobecności „ palące zaległości”. Kwestie, które dla mnie nie mogą pozostać bez odzewu. Zauważyliście z pewnością- szlaki moje wiodę niekoniecznie głównymi drogami życia społeczno- politycznego. Nie znaczy to, że ukrywam opinię, gust , wybory moje. Staram się jednak trwać w wystarczającym dystansie wobec bieżących bitew . Pozostawiam to specjalistom . A tych ci u nas, wiadomo , nie brak. Nie mogę jednak powstrzymać się i nie rezygnuje z możliwości głosu, gdy w grę wchodzi problematyka wartości, historii, polskiego dobra . W aspekcie historycznym i w dzisiejszym dyskursie . Czyli z tej przestrzeni, gdzie czuję się bardziej kompetentny . I kiedy z tej okolicy słyszę - „ larum grają”, nie umiem pozostawać „ neutralnym”.

I oto dziś ? Mam tego świadomość - zjawiam się w momencie, gdy dyskurs polityczny wzbiera . Jak się powszechnie szepcze : zapowiada się interesująca jesień. Ano popatrzymy, posłuchamy. Okularów nie musze korygować. Słuch dzięki Bogu nietknięty ! Tyle, że jeszcze dziś, na tym samym szlaku pośród jesiennych Plant krążąc, w myślach , przekorno lirycznie stawiam ten sam od paru lat tytuł inauguracyjny :ZNOWU PODNOSZĄC KASZTANY ... Może ktoś z Państwa pamięta ? Tak zazwyczaj z jesienią zaczynałem. – Mamże więc jeszcze raz podjąć zadumę pochylonego na Plantach felietonisty ? - W tej samej sprawie i postawie ... W tym samym geście, usytuowaniu . W tych samych , i czy w tych samych realiach ? Oto pytanie i meritum.- Na spirali czasu o jeden krąg dalej , później ... Znowu podnosząc kasztany.. . Z kąśliwym uśmieszkiem wpycha sie autokomentarz : tyle , że trochę mniej ? I trochę trudniej ? Bo i kasztanów najwyraźniej tego roku mniej ? A i o skłony trudniej. Jakby ciut mniej żwawe ? Tu w sukurs , słyszę ( jak to u mnie ) jakby sama nawija sie , rozwija się melodyjka, podpowiadają się już i słowa ? I niechże motyw tej znowu aktualnej śpiewki, dokończy dzisiejszy „ inauguracyjny mój felieton” . A dalej ? - A dalej Szanowni Drodzy Państwo, w następnych okienkach z Brackiej ? Po kolei, po kolei. Węzełek jątrzący, porcje biadolenia ( jak to u mnie ) wszystko to na swoim miejscu już czeka . Cały sezon przed nami .

ACH I JESIEŃ, NO JESIEŃ...

Cóż ta jesień przyniesie ?

Ile jeszcze uniesień w sercach wznieci

Roznieci

Wpisze do Księgi Strat ?

Ach i jesień, no jesień

lleż złota znów miecie ?

Cały spadek po lecie

- W którym banku umieści ?

- Gdzie ten bank, kto to zna?

-Jaki procent nam da ?

Kto to zna ?

- Kto to zna, cicho sza...

Więcej artykułów…