Get Adobe Flash player
baner-kanada-3
sg
baner-arcana
Przypuszczam, że był dla Pana czasem zyskania interesujących doświadczeń i spostrzeżeń. Z Pana felietonów zorientowałem się, że Pana kandydowanie (gratuluję przy okazji dobrego wyniku) wzbudziło wiele kontrowersji wśród Pana, przepraszam za wyrażenie, fanów. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że można łatwo skwitować to machnięciem ręki. A jednak myślę, że przy tej okazji otwiera się spojrzenie na kilka całkiem ciekawych zagadnień. Po pierwsze, ciekawe jest, jak wybory i poglądy polityczne twórcy wpływają na opinię o nim wśród jego miłośników (wymiar „pozytywny" problemu). A właściwie interesujące jest to, jak wpływają na stosunek do samej jego twórczości. Czy arcydzieło „niesłuszne" (z punktu widzenia danego odbiorcy)politycznie nadal będzie się wydawać arcydziełem? I kiedy wygasną  wzbudzone emocje? Z pewnością polityczne decyzje, powiedzmy, Dantego nie wpływają już na odbiór jego dzieła. A co z faszyzmem Pounda? Albo z piewcami stalinizmu, nieszczęśliwie zaplątanymi w trudny czas? A co z dla jednych Miłoszem, a dla drugich Herbertem itd. itp. Zapewne dojrzałość polegałaby na tym, żeby oddzielić własne poglądy od recepcji dzieła (normatywnie rzecz ujmując).Ale czy zawsze jest to możliwe? Załóżmy, że obcujemy z arcydziełem kogoś, kto nie tylko popiera, ale i opiewa zbrodnię. To przykład skrajny, ale zadajmy sobie pytanie, jak daleko sięga coś, co nazywamy „polityką" w wyrażane poglądy i pisane utwory. Wszak ostatecznie poglądy polityczne wyrastają z określonych przekonań co do natury człowieka. A przecież  to o niej w przeważającej mierze mówi literatura. W ten sposób „polityczne" może być coś, co pozornie wcale takie nie jest, a nawet być może nigdy ani przez chwilę nie było w zamyśle twórcy. Klasyczny przykład to mit o minionym dawno wieku złotym. Gdzie więc linia między„politycznym" i „niepolitycznym"?  Przy okazji: o tym, że wszelki pogląd polityczny wyłania się gdzieś z bardziej podstawowych idei, łatwo zapomnieć w praktyce polskiego życia politycznego. Partie i politycy niechętnie coś nam bliżej mówią na ten temat. Niezbyt często odwołują się też do myślicieli. Co gorsza, nie otaczają się też stałymi grupami ekspertów, którzy mogliby z jednej strony dawać „filozoficzne uzasadnienie", a z drugiej wypluwać techniczne rekomendacje, pozbawione już niepotrzebnej na poziomie praktycznym ideologii i ogólnikowości. Dlatego wiele w tym wszystkim zamętu i pozoru. Ale nie - emocji. Tych nie brakuje, co zdaje się odczuł Pan na własnej skórze.
Co Pan o tym wszystkim myśli?
Pozdrawiam
Radosław P.